wtorek, 10 marca 2015

Nowy aneks, informacja... Idą zmiany?!?

Ostatnio trochę zaczęło sie dziać w zakresie kredytów SCB. Po pierwsze kilka dni temu pojawiła się oficjalna informacja na stronie banku o działaniach podjętych w związku ze styczniowym umocnieniem CHF. Jest to dobry ruch i moim zdaniem wynika z działań UOKiK, o których pisałem poprzednio. SCB  był jednym z banków, który dotychczas nie poinformował klientów o przyjętych zasadach. Na pewno sama publikacja nic nie kosztuje, a pozwoli w kolejnym zestawieniu UOKiK poprawić jedną z pozycji, o które cyklicznie pyta banki Urząd.

Co więcej w opublikowanej informacji poza potwierdzeniem bieżących zasad w odniesieniu do klientów nowego portfela, znalazła się również informacja odnośnie działań podjętych przez bank w zakresie klientów "starego portfela". Te osoby, które od wielu lat miały niezmiennie wysokie oprocentowanie zaczęły dostawać z początkiem marca aneksy, o czym informowaliście mnie w licznych mailach jak i komentarzach do jednego z poprzednich postów.

Tym razem postaram się zebrać informacje i opinie o tym nowym aneksie w jednym miejscu.

Zaczynając od informacji pobocznej bank informuje, że na tę chwilę 1 na 5 osób będących klientami "starego portfela" podpisała aneks, co daje 20% skuteczności. Warto zauważyć ze liczba ta odnosi się raczej do klientów, którzy otrzymywali aneksy w przeszłości w szczególności w pierwszej fali z 2009 r.

Wynik ten specjalnie nie dziwi, bo jak wspominałem tamta propozycja zawierała niekorzystne zasady przeliczania spłat w PLN po kursie SCB zamiast NBP i sankcjonowała tym samym znacznie większy spread. Obecnie co mogę powiedzieć na podstawie przesłanych mi od kilku czytelników aneksów nowe propozycje nie maja już tego zapisu, tym samym spłacamy na starych zasadach po kursie sprzedaży NBP lub możemy skorzystać z możliwości spłaty w walucie indeksacji (do tego trzeba podpisać osobny, bezkosztowy aneks po wcześniejszym zgłoszeniu takiej woli do banku).

Drugim elementem, który mógł dotychczas skutecznie zniechęcić do podpisania dotychczas aneksów był poziom marży wzięty z kosmosu. Teraz widziałem we wszystkich propozycjach marże na poziomie 2,7 p.p., która jest zdecydowanie niższa niż poprzednia ale umówmy się nie jest szczytem oczekiwań. Postulowałem, że adekwatna marża w systemie LIBOR+marża powinna odzwierciedlać mniej więcej poziom z dnia podpisania umowy, który w latach 2004-2006 oscylował w okolicach 2 p.p. Moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie aby próbować indywidualnie zgłaszać taką "kontr-propozycję" do banku używając powyższego argumentu oraz czegoś jeszcze co generalnie umyka dotychczasowej uwadze, a było wstępnie sygnalizowane w jednym z postów. Mianowicie stosowanie dotychczas zawyżonego oprocentowania ustalanego decyzja zarządu w systemie rat równych skutkuje tym ze mieliśmy zawyżona cześć odsetkowa raty a zaniżona cześć kapitałową w każdej spłacie. W takim układzie mamy zawyżone saldo kredytu i przechodząc teraz na nowy system jednak wciąż zaczynamy naliczać nowe raty od relatywnie wyższego salda kredytu niż powinniśmy mieć gdyby bank w pełni skorygował klauzulę potencjalnie abuzywną dotycząca zasad ustalania oprocentowania w przeszłości.

Nie można jednak nie przecenić jednego faktu-w chwili obecnej LIBOR jest ujemny i rekordowo niski, a większość z kredytobiorców starego portfela ma oprocentowanie rzędu 4,35%. Podpisanie aneksu z marzą 2,7 p.p. w obecnych warunkach zagwarantuje nam automatyczne obniżenie raty na poziomie kilkudziesięciu CHF co daje kilkuset PLN w niektórych sytuacjach. To ewidentny plus i raczej nie można nie mieć go na uwadze. Oczywiście pamiętajmy, że wystarczy aby LIBOR wzrósł do poziomu 1,65 p.p. (co miało miejsce w przeszłości wielokrotnie) a wtedy nasza rata może wzrosnąć automatycznie do obecnych poziomów lub więcej. Osobiście uważam, że jednak w krótkim i średnim terminie taki scenariusz jest mało prawdopodobny, ale w długim nie da się go wykluczyć. I pamiętajmy, że absolutnie nikt nam nie zagwarantuje teraz, ile może wtedy kosztować CHF... Powiem tak - w sprawie, o której piszę na tym blogu po ugodzie sądowej aneks został podpisany z marżą nieco niższą niż 2,7 ale to przy warunku zwrotu dotychczas nadpłaconych niezasadnie rat i po półtorej roku procesu sądowego.

Ryzyko, na które wskazywałem w komentarzach, to również potencjalna możliwość wykorzystania w sądzie przez SCB faktu podpisania aneksu jako okazania dobrej woli banku i uzgodnienia wspólnie z klientem zmian w umowie. Oczywiście równie łatwo można wykazać, że aneks nie naprawia dotychczasowych szkód, a sam w sobie był korzystny - więc nie zamyka nam absolutnie drogi prawnej dochodzenia przeszłych roszczeń.

Ostatnim elementem, na który chciałem zwrócić uwagę jest bardzo rozbudowana część informacyjna stanowiąca rozwiniecie aneksu. W rozmowach z Wami widziałem, że wzbudza ona rożne podejrzenia. Faktycznie moim zdaniem SCB stara się teraz bardziej formalnie spełnić wymóg informacyjny (którego być może nie dopełnił podpisując wiele lat temu umowę) wynikający m.in z prawa bankowego i rekomendacji S. To również może być odbierane jako rodzaj zabezpieczenia lub działania asekuracyjnego na przyszłość w ewentualnym scenariuszu sądowym.

Podsumowując, każdy indywidualnie powinien rozsądzić wszystkie "za" i "przeciw". Ten materiał starałem sie napisać pomocniczo, aby pokazać rożne aspekty związane z ewentualnym podpisem i co wielokrotnie podkreślałem nie są to rekomendacje, a tylko i wyłącznie moje osobiste opinie.

Generalnie radzę ponegocjować indywidualnie warunki aneksu, składając najlepiej potwierdzone w oddziale pisma do banku w tej sprawie. Ostatecznie, dla osób mających problemy z bieżącą obsługą zadłużenia lub spłaty domykają im budżet na styk albo tych, które niekoniecznie są zdecydowane pójść z bankiem w spór sądowy - aneks raczej pomoże obniżając istotnie raty w najbliższej przyszłości.

Dla osób bardziej zdeterminowanych aneks nie zamyka drogi sądowej, ale jego konstrukcja i sam fakt podpisania daje potencjalne argumenty bankowi. Od nas zależy jak skuteczna będzie nasza argumentacja (lub raczej argumentacja kancelarii lub prawnika ;) i co ostatecznie chcemy osiągnąć.

Korzystając z okazji dziękuje Wszystkim za dotychczasowy kontakt i rozmowy - zarówno te w komentarzach jak i przy wykorzystaniu formularza kontaktowego lub portali społecznościowych. Mam nadzieje, że  przynajmniej częściowo mogłem Wam pomóc szczególnie, że na horyzoncie są kolejne tematy jak ciąg dalszy sposobu kalkulacji roszczeń, czy zapowiadana na jutro propozycja wspólna Związku Banków Polskich w sprawie kredytów walutowych.  

Blog ten był jest i pozostanie bezpłatny wolny od wszelkich reklam, jeśli mielibyście natomiast chęć i wolę wsparcia to polecam taką, bliską mi osobiście inicjatywę. Banner z tym związany zagości na stałe po prawej stronie bloga.

środa, 25 lutego 2015

27 banków

Dziś UOKIK opublikował pierwsze efekty swoich prac związanych z kontrolą sposobu postępowania banków po zaprzestaniu obrony kursu CHF względem EUR przez Narodowy Bank Szwajcarii . Informacja urzędu jest o tyle cenna, iż zawiera stan na pierwszy tydzień lutego, więc całkiem aktualne dane oraz obejmuje swoim zakresem również stanowisko Santander Consumer Bank S.A.

Oczywiście na tę chwilę najważniejsza informacja jest taka, że SCB faktycznie zgodnie z zapisami umów/regulaminu  honoruje ujemną stawkę LIBOR - co niezależnie potwierdzam, bo kilka dni temu widziałem regulamin jednego z klientów, w którym akurat nastąpiła zmiana oprocentowania.

Niestety, na tę chwilę jak wynika z zestawienia, SCB nie uwzględnia sytuacji ujemnego oprocentowania tj. stanu w którym ujemna stawka LIBOR byłaby większa (w module) od poziomu marży. W obecnej sytuacji ,jak rozumiem SCB nie przyjmuje do wiadomości, że suma: LIBOR + marża < 0. Ciekaw jestem czy w SCB są klienci, którzy mają marże na poziomie 0,8 p.p lub mniejszym, dla których to mogłoby mieć istotne znaczenie?

Co jeszcze ważne w tabeli UOKIK widać, że SCB nie podał publicznie sposobu postępowania - więc próżno szukać tych danych gdzie indziej np. na oficjalnych stronach banku.

Nie mam złudzeń - informacja, którą opublikował urząd dla SCB, nie dotyczy klientów tzw. "starego portfela", gdzie oprocentowanie ustalane jest decyzją zarządu banku, ale potwierdza że UOKIK zaczął coś jednak robić w tej sprawie - tym bardziej zachęcam (o czym już kiedyś informowałem) do wysyłania informacji o indywidualnych umowach pod wskazany przez urząd adres.


poniedziałek, 9 lutego 2015

PMT, PPMT, IPMT - ...I Po-co Mi To?

Tym razem będzie trudniej. Te prawdopodobnie zagadkowo brzmiące skróty są niestety nieodzowne, aby w większości przypadków móc właściwie określić kwotę potencjalnego roszczenia, ale po kolei...

W zakresie kredytów tzw. "starego portfela" w przypadku wniesienia o uznanie klauzuli określającej zasady zmiany oprocentowania za nieważną musimy również podać wartości przedmiotu sporu, którą to wartość będziemy chcieli dochodzić od banku (jako stratę poniesioną z tytułu niewłaściwego wykonywania umowy). W tym momencie musimy zastanowić się, co się stałoby się z kredytem gdyby klauzula zmiany oprocentowania nie obowiązywała. Póki, co odpowiedź jest stosunkowo prosta-otrzymalibyśmy kredyt, który z jednej strony ma zapisane oprocentowanie zmienne, ale od dnia podpisania umowy nie podlegało ono zmianie. Idąc dalej tym tropem możemy stwierdzić, że każda zmiana oprocentowania wpływała na zmianę harmonogramu, która to z kolei pociągała za sobą płatności określonych (wyższych) rat. Racjonalnym wydaje się więc oczekiwanie, że naszą stratą będzie różnica miedzy wartością faktycznie spłacanych rat, a analogiczną wartością którą byśmy płacili gdyby zmian harmonogramu nie było. 

Pierwsze schody zaczynają się kiedy uświadomimy sobie, że każda spłata raty składa się tak naprawdę z dwóch części - spłaty raty w części składającej się z odsetek (tzw. odsetkowej) i części stanowiącej spłatę kapitału (tzw. kapitałowej), tj. pomniejszającej saldo przyznanego kredytu. I o ile w tzw. systemie spłaty rat malejących mamy do czynienia z sytuacją, gdzie w każdej racie część kapitałowa jest identyczna - tak w systemie rat "równych" (tzw. annuitetowych) stała ma być w założeniu rata, a proporcje części kapitałowej i odsetkowej są za każdym razem różne. 

Co z tego można by zapytać? 

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Aby sprawnie i rzetelnie policzyć scenariusz teoretycznego harmonogramu przy oprocentowaniu z dnia podpisania umowy musimy posłużyć się Excelem używając do tego tytułowych funkcji, gdzie zasadą jest iż:

PMT (licząca ratę) = PPMT (licząca cześć kapitałową) + IPMT (licząca cześć odsetkową).

Tylko osoby, które maja system rat malejących (chyba mniej powszechny), lub te które wypłaciły kredyt w całości przed pierwsza zmianą oprocentowania w przypadku rat annuitetowych i posiadają w dokumentacji pierwotny harmonogram, będą mogły takiej kalkulacji uniknąć. 

Co więc będzie potrzebne? 

W SCB nie jest tak prosto jak w innych bankach, że można gdzieś w serwisie on-line zobaczyć zakładkę z historią rachunku kredytu lub ściągnąć ją w pliku. Z tego co wiem ten bank w ogóle nie ma serwisu on-line dla innych produktów poza kartami kredytowymi, tym samym nie można sobie tak po prostu podejrzeć rachunku kredytowego w internecie. Są dwa sposoby aby otrzymać historię spłat kredytu:
  1. Można samemu prowadzić w Excelu kalkulację z uwzględnieniem harmonogramu, który bank wysyła klientowi, odpowiednio uwzględniając kurs spłaty zgodnie z umową w odniesieniu do dnia kiedy wykonuje się przelew – jest to rozwiązanie praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia wstecz za kilka lat.
  2. Można po prostu jednorazowo wystąpić do banku (telefonicznie/pisemnie/w oddziale) o wydruk z całej historii rachunku kredytowego.
Tak czy siak jest to generalnie kłopotliwe, bo bank po prostu z tego co wiem nie przesyła ani nie udostępnia informacji elektronicznie – więc trzeba wszystko ręcznie wprowadzić do Excela na samym początku. 
Wynika to po części tego, że SCB w swoich umowach nie pobiera automatycznie rat z innych rachunków klienta, bo sam nie prowadzi rachunków dla klientów indywidualnych – przez to klient sam decyduje, którego dnia/po jakim kursie je spłaca (w umowie ma wyznaczony tylko graniczny termin spłaty w każdym miesiącu). Taka sytuacja powodować może sytuacje, w których na rachunku kredytu mogą pojawiać się czasowe nadpłaty/niedopłaty. Przez to nie jest możliwe również stworzenie uniwersalnego kalkulatora dla SCB.
Sedno sprawy tkwi w pytaniu - czym w istocie jest różnica, którą będziemy chcieli dochodzić. Odpowiadając jednym słowem jest to różnica na odsetkach, ale:
Dla rat malejących - jest to czysta różnica miedzy odsetkami płaconymi, a tymi wynikającymi z harmonogramu, równa sumie różnicy poszczególnych rat.
Dla rat annuitetowych - możemy albo dochodzić różnicę między ratami spłacanymi a teoretycznymi wynikającymi z pierwotnego harmonogramu, wtedy powinniśmy oczekiwać też od banku korekty bieżącego salda kredytu (w innym razie będziemy stratni na kapitale). Możemy też dochodzić po prostu różnicy odsetek liczonych funkcją IPMT - wtedy uznajemy bieżące saldo kredytu na moment kalkulacji, ale wydaje mi się, że może być to trochę bardziej skomplikowane do wytłumaczenia w sądzie.
Uważam, że w każdym przypadku, w trakcie ewentualnej rozprawy, warto powołać biegłego sądowego dla potwierdzenia naszej kalkulacji. W przypadku wygranej - koszty takiej usługi będą nam zwrócone.
Przykłady praktyczne, które niebawem zaprezentuję na blogu, zapewne lepiej zobrazują powyższy wywód dla każdego z wariantów kalkulacji.

niedziela, 8 lutego 2015

Razem, czy osobno?

To egzystencjalne pytanie, nie tylko towarzyszy ludzkości od zarania dziejów - ale ma też fundamentalne znaczenie przy decyzji o skierowaniu sprawy na drogę sądową w sposób indywidualny bądź zbiorowy. Tym razem trochę więc o wadach i zaletach każdego rozwiązania, tak jak ja to widzę na podstawie dostępnych mi informacji i analizy historii podobnych sporów...

Łatwość - nie ma co ukrywać, większość z nas (ja też), to stworzenia raczej leniwe i do podjęcia zdecydowanych działań najczęściej konieczny jest równie zdecydowany impuls. Nawet jeśli on nadejdzie to i tak najlepiej zrobić już coś tak, aby przy tym się za wiele nie narobić. Pod tym kątem wydaje mi się, że pozew zbiorowy dopuszczony od kilku lat w polskim sądownictwie może być lepszy i pewnie w mniejszym stopniu angażuje każdą z osób indywidualnie.

Czasochłonność - co pokazuje doskonale przykład pierwszego głośnego pozwu zbiorowego mBanku (a także pierwszy etap organizacji nabitych w Millenium Bank o których wcześniej wspominałem) nie jest jednak tak, że nie ma konsekwencji wyboru takiej drogi. Ta sama praca przecież musi być wykonana, a czy wykonamy ją my, czy w większym stopniu zrobi to za nas (i jeszcze inne chętne osoby) kancelaria, ma przełożenie bezpośrednio na czas trwania sporu, i to w mniejszym bądź większym stopniu na każdym z jego etapów. Śmiem więc twierdzić, że indywidualnie może być szybciej - szczególnie jak się utrafi sprawnego i zorientowanego w temacie prawnika.

Konsekwencja - z tego co kojarzę również u schyłku pierwszej grupy "Nabitych w Santander" narodził się w okolicach lat 2011/12 pomysł pozwu zbiorowego na niedziałającym już forum Nabitych w Santander. Było tam kilkudziesięciu chętnych do momentu, dla mnie osobiście zagadkowego, co równie nagłego zamknięcia strony w połowie 2013 r. Od tej pory, aż do teraz (początek 2015 r. kiedy idea nowego pozwu zbiorowego się odrodziła) niestety nie słyszałem nic o kontynuacji tamtej inicjatywy :-( Jednocześnie w połowie 2013 r. sprawa, o której traktuje ten blog była już od ponad pół roku w sądzie w trakcie analizy obszernych materiałów dowodowych, po pierwszej rozprawie sądowej z wysłuchaniem stron. Piszę to, aby uzmysłowić fakt, że jakąkolwiek decyzję by się nie podjęło to trzeba przy niej wytrwać, bo tylko idąc uparcie do końca nie bacząc na przeciwności można osiągnąć cel, o który nam chodzi! Nie powinno mieć tu znaczenia, czy działamy razem czy osobno.

Jakość - to w moim przekonaniu (w odróżnieniu od zakupów w supermarkecie), czynnik decydujący w przypadku starcia na drodze sądowej z bankami. Wyobrażam sobie, że w przypadkach pozwów zbiorowych większe kancelarie mają tę przewagę, że sprawa nabiera siłą rzeczy charakteru medialnego, tym bardziej może wtedy takim podmiotom zależeć na wizerunku i tym więcej będą się starć. Tak bym to sobie wyobrażał w oparciu, o wydaje się racjonalne, rozumowanie. Nie umniejsza to z drugiej strony doświadczeniu i wiedzy indywidualnych prawników w zakresie konkretnych zagadnień. Może miałem szczęście, ale poznałem już kilku dobrych, samodzielnie działających prawników specjalizujących się w konkretnych dziedzinach. Nota bene wbrew pozorom na sieci można znaleźć już blisko kilkadziesiąt indywidualnych spraw w postępowaniach z innymi bankami zakończonymi zwycięstwem kredytobiorców. Można też znaleźć takie, w których czegoś zabrakło i efekt był niestety odmienny od zakładanego. Tutaj większe znaczenie więc od wyboru drogi, ma wybór właściwego "przewodnika".

Cena - z zasad wolnego rynku wydaje się również logiczne, że w grupie można wynegocjować korzystniejszą cenę niż negocjując indywidualnie. Nie powinno być to dla nikogo zaskakujące odkrycie kiedy raz jeszcze przytoczę przykład supermarketu ;). Brać należy jednak znów pod uwagę, jak długo chcemy prowadzić sprawę bo każdy etap coś jednak kosztował będzie. Jeśli w sporze zbiorowym dojdzie się aż do Sądu Najwyższego lub potem każdy indywidualnie będzie musiał kierować jeszcze pozew o zapłatę, to tak jednoznacznie cenowo może już nie być. Ponadto warto wiedzieć, że prawników obowiązują w tych sporach wynagrodzenia minimalne (które są nam de facto zwracane przy wygranej), a to ile wezmą ponad minimum jest chyba bardzo zróżnicowane na rynku. Warto w każdym wypadku porównać rożne oferty i to już ostatni raz kiedy przytaczam przykład supermarketu w tym wpisie!

Efektywność - z tego co się orientuje (ale jak zaznaczam sam prawnikiem nie jestem), jest mniej więcej tak, że w przypadku pozwów zbiorowych roszczenie w ramach grupy musi być identyczne i nie chodzi tutaj tylko o stwierdzenie faktu stosowania np. niedozwolonej klauzuli, ale też o kwotę roszczenia każdego z członków grupy. Kwota roszczenia, o kalkulacji której opowiem trochę niebawem, tutaj siłą rzeczy może mieć też fundamentalne znaczenie, bo każdy przecież brał inny kredyt i jednak większych bądź mniejszych różnic nie da się uniknąć. Z tego co słyszałem są dwa wyjścia, można albo dochodzić zasądzenia samej winy w postępowaniu zbiorowym, a po zasądzeniu winy wystąpić indywidualnie formalnym już pozwem o zapłatę lub podzielić się w ramach grupy na podgrupy osób z podobną kwotą roszczenia unifikując żądanie zapłaty dla każdego członka do najniższego w ramach danej podgrupy, tak aby potencjalna strata była jak najniższa. Wspomniany wcześniej przykład mBanku pokazuje niestety jakie mogą być problemy nawet jeśli mamy w garści wydawałoby się prawomocny wyrok sądowy.

Skuteczność - nie ma co się czarować. W tym sporze, poza wzniosłym i mi osobiście cennym elementem dochodzenia sprawiedliwości, chodzi o kasę! Podstawą ekonomii jest m.in. reguła mówiąca o wartości pieniądza w czasie (która w czasach deflacji i ujemnych stop procentowych paradoksalnie też się niestety odwraca-jednak to stan raczej wyjątkowy) generalnie mówiąca nie mniej ni więcej tyle, że ten sam pieniądz wart jest więcej dziś niż będzie wart jutro. Nawet uciekając się do zwykłej praktyki życiowej chyba każdy znalazłby co najmniej kilka powodów aby mieć gotówkę w portfelu teraz niż mieć ją zapisaną na jakimś wirtualnym koncie np. w ZUS (to jakby ją wykorzystał jak i sama kwestia emerytur/OFE to jednak osobna sprawa której na pewno nie będę tutaj rozwijał). Fakt jest faktem, że dopiero jak zobaczymy środki zwrócone przez bank na własnym rachunku sprawę możemy uznać za zakończoną. Jak wspominałem kibicuję grupie nabitych w mBank w sporze zbiorowym, którzy przecierają te szlaki ale widzę, że oni pomimo niewątpliwych sukcesów wciąż pieniędzy nie odzyskali. Mam wielką nadzieję, że kredytobiorcy Millennium Banku ustrzegą się błędów tak samo jak każdy kto wybierze drogę indywidualną.

Ważne więc żeby zrobić ten pierwszy krok świadomie, a potem przy nim wytrwać - do końca!

czwartek, 5 lutego 2015

Numerków ciąg dalszy...

Tak jak wspominałem w poprzednim poście, drugim obok oprocentowania czynnikiem równie istotnie wpływającym na koszt ponoszony z tytułu kredytu, jest kurs po jakim przeliczane są spłaty rat. Rekomendacja S (II) z 2009 r. pomimo pokładanej w niej nadziei nie rozwiązała problemu. Banki czesto żądały opłaty za podpisanie odpowiednich aneksów umożliwiających spłatę kredytu w walucie obcej i/lub pobierały następnie opłaty od wpłat na konta walutowe. Działania te skutecznie odstraszały Kredytobiorców od przejscia na spłaty bezpośrednio w walucie.

Banki w tym czasie najcześciej korzystały ze swoich tabel kursów wymiany walut, co pozwalało w znacznym zakresie dowolnie kształtować spready. Co do zasady kurs kupna (po którym wypłacano kredyt) był jak najniższy tym samym klienci otrzymywali większe saldo kredytu (wyrażone w walucie) do spłaty. Raty przeliczane były po odpowiednio wyższym kursie sprzedaży waluty. Nie spotkałem się z tym aby jakaś instytucja upubliczniła zasady na jakich określane byłyby te wartości. 

Dla kredytobiorców "starego portfela" SCB był pod tym względem chlubnym wyjątkiem pozwalając na spłaty po kursie sprzedaży ogłaszanym przez NBP. Niestety zmieniło sie to na początku 2006 kiedy SCB rezygnując z zasady ustalania oprocentowania decyzją zarządu, wprowadził w zamian klauzulę o sposobie przeliczania spłacanych rat wg własnej tabeli kursów. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że była to operacja pomyślana na zastąpienie jednego nadmiernego źrodła zarobkowania innym, który w tamtym czasie wzbudzał chwilowo mniej emocji.

Minęły kolejne dwa lata zanim pod koniec 2011 r. weszła w życie ustawa "antyspreadowa" zobowiązująca instytucje finansowe do umożliwienia klientom bezpłatnego dokonywania spłat w walucie w jakiej wyrażony był kredyt. W tym momencie nie było już wyjścia i Ci co chcieli mogli w końcu zacząć "przynosić" do banku franki zamiast złotówek. Oczywiscie najefektywniejszą ekonomicznie i czasowo metodą jest w tym wypadku zaopatrywanie sie w walutę w kantorach internetowych, gdzie spread jest minimalny a następnie bezpośrednie wpłaty elektroniczne na rachunek kredytu w danej walucie.

Co jednak najciekawsze, również w przypadku sposobu przeliczania rat otworzyła sie niezależnie szansa i nadzieja na dochodzenie prawne swoich roszczeń. Mówię tutaj o znanym już rejestrze klauzul niedozwolonych. Tym razem z pomocą przychodzą numery pozycji: 3178, 3179 oraz 5743 gdzie skutecznie udowodniono Millennium Bank S.A. jak i BRE Bank S.A. stosowanie praktyk niedozwolonych w relacjach z kredytobiorcami w zakresie używania własnych tabel kursów kupna/sprzedaży walut. W tym momencie złożony już został pozew zbiorowy przez grupę klientów Millennium Banku, ale i w większości umów kredytowych innych banków funkcjonują podobne zapisy.

Wniosek jest prosty - aby skutecznie dochodzić w przyszłości swoich praw, trzeba już teraz właściwie określić podstawę, na której chcemy oprzeć pozew.

środa, 4 lutego 2015

Aneks - czyli jak szybko zamienić dżumę na cholerę.

Pomimo negatywnego rozpatrzenia pisma wzywającego do urealnienia oprocentowania z początku 2009 r. w obliczu gwałtownego spadku wskaźnika LIBOR, w sierpniu pół roku potem stało się coś nadzwyczajnego... Bank przysłał list - a w nim, propozycję aneksu!

Początkowa euforia z pobieżnego zwrócenia uwagi na oczekiwany system LIBOR 6M dla CHF + marża, szybko opadła, kiedy okazało się że:
  • Marża, stanowiąca w proponowanym modelu tylko jeden element składowy oprocentowania, została określona na poziomie rażąco wyższym niż całe oprocentowanie kredytu z dnia podpisania umowy.
  • Równolegle próbowano wprowadzić zmianę zasady przeliczania spłacanej raty w oparciu o bardziej niekorzystny kurs sprzedaży CHF ustalany przez SCB – świadomie sankcjonując tym samym zapisy sprzeczne do rozwiązań proponowanych w tym czasie przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) w rekomendacji S (II) zwanej czasem rekomendacją S bis. Miało to miejsce tuż po tym kiedy zaczęła ona obowiązywać w połowie 2009 r. a jako jeden z zapisów KNF postulowała wówczas m.in. umożliwienie Kredytobiorcom dokonywanie spłat zobowiązań bezpośrednio w walucie denominacji kredytu.
W tym miejscu na chwilę się zatrzymajmy - bo co trzeba jednak oddać SCB jako DUŻY PLUS - to z pewnością to, jak były skonstruowane zasady przeliczania spłat w PLN na CHF w kredytach tzw. "starego portfela". Opierały się one na kursie sprzedaży walut ogłaszanym przez NBP (Tabela C), którego zasady ustalania są jasno określone począwszy od § 5 uchwały Nr 51/2002 Zarządu Narodowego Banku Polskiego. Poza tym, że są one dokładnie opisane, to gwarantowały także to, że nie było na rynku innego banku, ani standardowego kantoru (nie mówię o internetowych), które oferowałby równie niski spread (różnica między kursem kupna a sprzedaży waluty).

Większość banków wyczuwając dodatkową (i praktycznie nielimitowaną) możliwość zarobku odnosiła się w tym czasie w swoich umowach do własnych indywidualnych tabel kursów walutowych, których zasady ustalania są do dziś wielką zagadką. Zasady te z czasem też zaczęły być kwestionowane jako klauzule abuzywne (o tym szerzej niebawem).

Wielka szkoda, że SCB chciał rozwiązać w taki sposób tak ważną sprawę. Z jednej strony zaproponował Klientom "starego portfela" długo oczekiwaną regułę, że oprocentowanie = LIBOR + marża, z drugiej próbował zagwarantować sobie marżę wyższą niż całe oprocentowanie w dniu przyznania kredytu oraz wprowadzić znacznie gorsze warunki przeliczania spłaconych rat (wbrew rekomendacjom organu nadzorczego).

Oczywiście nie istniała możliwość częściowego podpisania dokumentu aneksu, więc siłą rzeczy pozostał bez podpisu, nieodesłany.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Z czym nie wolno zwlekać - pod żadnym pozorem!

W momencie kiedy czytacie te słowa, każdy kto faktycznie jest zainteresowany odzyskaniem części potencjalnie niesłusznie nadpłaconych środków powinien jednocześnie pisać pismo do sądu i o ile nie musi to być od razu pozew, to przynajmniej powinno być to zawezwanie do próby ugodowej. I nie, NIE wystarczą tu stosy reklamacji/skarg/zażaleń itp. twórczość kierowana do banku... Złowrogie słowo klucz brzmi tu PRZEDAWNIENIE!

Teraz naprawdę proszę sobie zrobić indywidualny rachunek sumienia - mówię to z najwyższa powagą, bo tylko konkretny rodzaj pisma kierowany (w odpowiedni sposób) do sądu może bieg przedawnienia przerwać.

W skrócie:

W polskim prawie, z tego co się orientuję w tych sprawach, istnieje instytucja przedawnienia o okresie 3 lub 10 lat. Na moją wiedzę jeszcze kilka lat temu skłaniano się ku temu, aby traktować odsetki, o które tak naprawdę może toczyć się spór (do czego wrócimy w kolejnych postach) jako świadczenie okresowe, dla którego przyjmowano jedynie trzyletni okres przedawnienia. Z drugiej strony odsetki powinny stanowić wynagrodzenie banku wynikające bezpośrednio z zawartej z klientem umowy o udzieleniu finansowania, jeżeli jest ich za dużo lub nie mieszczą się w ramach umowy to czemu (jak błyskotliwie zauważono w sprawie o połączonej sygnaturze akt XVIII C 1696/12) nie miałoby być to po prostu świadczenie nienależne o standardowym dziesięcioletnim okresie przedawnienia? Polskie prawo nie uznaje precedensów jak w systemie anglosaskim więc każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie w oderwaniu od poprzednich, aczkolwiek trudno mieć złudzenia, że sądy nie czytają dotychczasowego orzecznictwa. Na szczęście dla czytelników tego bloga zaczęło ono podążać w bardziej optymistycznym kierunku.

Podsumowując... - kto już napisał co trzeba?